Arty­sta musi odna­leźć lub stwo­rzyć sytu­acje praw­dziwe, czyli bazu­jące na sta­nie jego świa­do­mo­ści, a nie uni­ka­jące jej; sytu­acje, poprzez które dotrze do stanu bezpośredniości.

Doko­ny­wane są próby zasto­so­wa­nia minio­nego, zna­le­zio­nego, odko­pa­nego do sytu­acji dzi­siej­szego czło­wieka wplą­ta­nego w kul­turę, którą tylko czę­ściowo poj­muje, i w cywi­li­za­cję – słu­żebną oraz nisz­czy­ciel­ską zarazem.

Mamy więc do czy­nie­nia z arche­olo­gią odwrotną, z arche­olo­gią wła­sną kultury.

Wyj­ście z biegu czasu teraź­niej­szego, linio­wego w czas totalny lub bez­czas. Kie­ru­nek tego biegu nie jest już wią­żący, bo nie korzy­stam z pojęć roz­wojupostępu. Możemy doko­ny­wać wie­lo­kie­run­ko­wych sub­sty­tu­cji zna­czeń. Poprzez wsta­wie­nie się w oto­cze­nie lub sytu­ację stwo­rzoną i rozu­mianą przed wie­kami i poprzez dozna­nia czasu oraz prze­strzeni lub bez­czasu odko­pu­jemy waż­kie dla teraź­niej­szo­ści zna­cze­nia. Odwrot­nie niż gdy przy­kła­damy teraź­niej­szą świa­do­mość – tu odgrze­bu­jemy zna­cze­nia prze­szło­ści. To wła­śnie mam na myśli, mówiąc o arche­olo­gii odwrotnej.

Wko­pane obiekty. Sub­sty­tu­cja upływu czasu przez zmianę sytu­acji prze­strzen­nej. Kul­tura i wie­dza mówi nam, że to, co dawne i minione, odko­pu­jemy. Dzia­ła­jąc zgod­nie z wyżej opi­sa­nym impul­sem, zako­pa­łem współ­cze­sne pozostałości.

(Póź­niej po latach powrót do zabie­gów „odko­py­wa­nia” – wko­pane książki z war­stwy Wyspy Spi­chrzów, wko­pane i ukryte pod zie­mią mięso).

Natura rzą­dzi się swo­imi pra­wami. Robiła to cały czas do tej pory, jedy­nie czło­wiek w dłu­gim i nie­skoń­czo­nym pro­ce­sie swo­jego doj­rze­wa­nia wyobra­ził sobie (przez jakiś czas, należy mieć jed­nak nadzieję, że momen­tami bywało ina­czej), że są to prawa inne niż przy­na­leżne jemu. Trudno usta­lić ści­słą kolej­ność przy­czyny i skutku, wsta­wił się jed­nak takim poj­mo­wa­niem swo­jej kon­dy­cji w sytu­ację obser­wa­tora, czyli kogoś wobec świata (przy­rody, natury) zewnętrz­nego. Rela­cje i inge­ren­cje mia­łyby więc zacho­dzić tylko w jed­nym kie­runku – kształ­tu­jemy świat tak, jak kształ­tuje się przed­miot, zja­wi­ska świata osła­biamy, pozba­wiamy grozy, kana­li­zu­jemy i wyko­rzy­stu­jemy. Jest to sytu­acja Pychy i Samo­obrony. Bez szcze­liny na inte­rak­cje i współdziałanie.

Jesz­cze raz jest teraz miej­sce na pyta­nie o rela­cje sztuki i rzeczywistości:

– natura i jej prawa, czło­wiek i jego prawa;

– czło­wiek i natura wewnątrz wspól­nych im praw. Być może czło­wiek swoje obo­wiązki potrak­to­wał jako nad­wyżkę praw.

Prze­nie­sie­nie uwagi z pytań o sub­stan­cję na pyta­nie o rela­cje. Jak gdyby przy­zna­nie, że:

– postać świata nie jest naj­waż­niej­sza, zwłasz­cza że się zmienia;

– rela­cje są tym, czym są i o co należy się troszczyć

– skoro świat jest, jaki jest, to jest jedy­nym kana­łem łączą­cym nas ze sobą, lub z tym, wobec czego ze świa­tem razem sto­imy. I to jest part­ner­stwo – wobec czyn­nika trze­ciego, który jest i wewnątrz, i na zewnątrz tak zwa­nego świata, czyli nas i przyrody.

Grze­gorz Klaman