dwie wieże

Alek­san­dra Poli­sie­wicz, Ewa Kru­szew­ska, Dwie wieże, 2013

Co to wła­ści­wie zna­czy patrzeć? Jeśli nazy­wamy tak oglą­da­nie ani­ma­cji, które podej­mują próbę rekon­struk­cji nie­zre­ali­zo­wa­nych pro­jek­tów archi­tek­to­nicz­nych prze­kształ­ceń Gdań­ska powsta­łych na prze­ło­mie lat 40-​​tych i 50-​​tych XX wieku w duchu real­nego i naro­do­wego socja­li­zmu, mamy naj­praw­do­po­dob­niej na myśli ope­ra­cję pole­ga­jącą przede wszyst­kim na budo­wa­niu i umac­nia­niu wyra­zi­stej rela­cji dzie­lą­cej histo­rię na MyOni. My, przed­sta­wi­ciele nowego, wol­nego świata oraz oni – tota­li­tarni wło­da­rze oraz pod­po­rząd­ko­wani im archi­tekci i urba­ni­ści. W tym patrze­niu naj­waż­niej­sza jest poli­tyczna domi­na­cja libe­ra­li­zmu, budo­wana w opo­zy­cji do wła­dzy tota­li­tar­nej, libe­ra­li­zmu, który wspiera wol­ność i róż­no­rod­ność, w któ­rym nie prze­pro­wa­dza się czy­stek etnicz­nych i pozwala na auto­no­mię tkanki miasta.

Zaini­cjo­wane przez Alekę Poli­sie­wicz i kon­ty­nu­owane we współ­pracy z Ewą Kru­szew­ską prace nad naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nymi i socre­ali­stycz­nymi pla­nami prze­bu­dowy miast roz­po­częło się od innej prak­tyki patrze­nia – od zagu­bie­nia się w mie­ście i przy­glą­da­nia się kon­kret­nym budow­lom i ich kształ­tom, od poczu­cia bez­sil­no­ści i przy­tło­cze­nia masyw­nymi bry­łami, ści­śle geo­me­trycz­nymi kształ­tami, pro­stymi skrzy­żo­wa­niami, bra­kiem zie­leni. To patrze­nie było czyn­no­ścią bar­dziej sen­su­alną, potę­go­waną przez upał, który – niczym w Obcym Camusa, pozwa­lał doświad­czyć mia­sta jako pustyni. Obser­wa­cje te zostały roz­wi­nięte do śle­dze­nia losów miej­skich uto­pii i dys­to­pii oraz kon­kret­nych badań nad pla­nami prze­kształ­ce­nia War­szawy doko­ny­wa­nymi nie­mal rów­no­le­gle przez archi­tek­tów zwią­za­nych z reżi­mem faszy­stow­skim oraz tych, któ­rych przy­niósł ustrój sowiecki.

Wieże, które poja­wiają się w tej odsło­nie pracy, to wir­tu­alna rekon­struk­cja pro­jektu prze­bu­dowy Wyspy Spi­chrzów w Gdań­sku z sie­dzibą Gau­le­itera (1941) oraz pracy nr 2 w kon­kur­sie na pro­jekt urbanistyczno-​​architektoniczny dla śród­mie­ścia Gdań­ska z okresu domi­na­cji nurtu socre­ali­stycz­nego (1953). Aleka Polis i Ewa Kru­szew­ska żon­glują tymi budow­lami, sku­tecz­nie nawią­zu­jąc do dwóch wież z dru­giego tomu try­lo­gii Władca Pier­ście­nia J.R.R. Tol­kiena. Jedna z nich, Minas Mor­gul, stała się twier­dzą nazguli, ryce­rzy cie­nia, któ­rych jedy­nym celem było zdo­by­cie pier­ście­nia wła­dzy, zaś druga – Isen­gard, została prze­kształ­cona w twier­dzę cza­ro­dzieja hodu­ją­cego żoł­nie­rzy wal­czą­cych po stro­nie ciem­no­ści. Obie wieże zbu­do­wali ludzie, obie osta­tecz­nie stały się sie­dzi­bami zła. Wła­śnie mię­dzy nimi odbywa się wędrówka sta­no­wiąca dla jej uczest­ni­ków prze­strzeń walki nie tylko z zewnętrz­nymi wro­gami, ale też z wła­snym pra­gnie­niem wła­dzy, potęgi i uzna­nia. W przy­padku gdań­skich wież — ich domi­nanty  wyso­ko­ściowe,  agre­syw­nie góru­jące  nad wie­żami kościoła i ratu­sza, zamy­kają naj­waż­niej­szą archi­tek­to­nicz­nie i spo­łecz­nie oś histo­rycz­nej czę­ści Gdań­ska, zawłasz­cza­jąc ide­olo­gicz­nie prze­stań miasta.

Patrząc na nie­do­szłe gdań­skie wieże, możemy patrzeć albo patrzeć. Dystan­so­wać się wzglę­dem poli­tyki miej­skiej ści­śle pod­po­rząd­ko­wa­nej faszy­zmowi czy socre­ali­zmowi, bądź też ana­li­zo­wać zało­że­nia archi­tek­to­niczne i urba­ni­styczne, kon­fron­to­wać je ze współ­cze­sno­ścią oraz – korzy­sta­jąc z meta­fory zapro­po­no­wa­nej przez twór­czy­nie pro­jektu – badać współ­cze­sne wcie­le­nia wła­dzy. Wieże to od zawsze sym­bol potęgi. Budo­wane głów­nie po to, by kon­tro­lo­wać prze­strzeń, ale także w celu dobit­nego poka­za­nia potęgi, wie­lo­krot­nie oka­zy­wały się sym­bo­lem porażki, jaką w walce z dosko­na­ło­ścią od zawsze toczą dalecy od niej ludzie. Jak poka­zuje choćby histo­ria wieży Babel, budowle te stają się prę­dzej czy póź­niej osią nie­zgody i walki, nie­mniej – jak poka­zują tek­sty Der­ridy czy Ben­ja­mina – mogą też zostać sym­bo­licz­nie prze­kształ­cone w meta­fory wie­lo­ści, któ­rej jed­nym ele­men­tem jest walka, ale innym – szu­ka­nie wspólnoty.

Współ­praca, tekst: Ewa Majewska

Podzię­ko­wa­nia dla Fun­da­cji Wyspa Pro­gress i Jacka Friedricha.