Akerman-15x10-300

Chan­tal Aker­man, Jeanne Diel­man, 23, quai du Com­merce 1080 Bru­xel­les, 1975

Drugi z fil­mów akcji Chan­tal Aker­man Jeanne Diel­man to praca klu­czowa dla dal­szego roz­woju kariery artystki. Ta wyjąt­kowo długa, hip­no­tyczna praca podąża śla­dem mgli­stej obec­no­ści aktorki Del­phine Sey­rig, która kreuje rolę nieco ponad czter­dzie­sto­let­niej wdowy, miesz­ka­ją­cej z synem. Film skru­pu­lat­nie odtwa­rza jej gesty na prze­strzeni trzech dni na zasa­dzie dzia­nia się w cza­sie rze­czy­wi­stym. Dzięki takiemu podej­ściu do życia codzien­nego,  Chan­tal Aker­man wyraź­nie zazna­cza cezurę, dzięki któ­rej zrywa z tra­dy­cyj­nymi zasa­dami pro­duk­cji fil­mo­wej. Mak­sy­mal­nie bez­po­śred­nia akcja staje się wyda­rze­niem, wybi­ja­ją­cym się na tle kom­plet­nej zwy­czaj­no­ści. Zaję­cia w gospo­dar­stwie domo­wym, zakupy, pra­nie, sprzą­ta­nie – nie­istotna egzy­sten­cja fil­mo­wej anty-​​bohaterki mecha­nicz­nie pod­le­gła regu­la­cji i dys­try­bu­cji czasu.  Każdy dzień jest taki sam jak  poprzedni, i ten jesz­cze wcze­śniej, aż do momentu gdy kata­strofa prze­rwie i wytrąci z utar­tych try­bów ów nie­pod­wa­żalny roz­kład dnia. Kata­strofą tą jest mor­der­stwo jed­nego z klien­tów, który śmiał spra­wić przy­jem­ność Jeanne Diel­man. Rytu­ały zostają nagle przerwane.

Two­rząc swą beha­wio­ralną fik­cję, nie­moż­li­wie powolną i roz­wle­kłą, o pozor­nej este­tyce mar­twego czasu, Chan­tal Aker­man stwo­rzyła coś, nigdy dotąd w kinie nie­spo­ty­ka­nego. Choć można w fil­mie dostrzec oznaki ame­ry­kań­skiej awan­gardy, którą artystka dopiero odkryła dla sie­bie w trak­cie  podróży do Nowego Jorku – szcze­gól­nie wpływ Kana­dyj­czyka Micha­ela Snowa i este­tyki, która opiera się na roz­cią­gło­ści i roz­wle­kło­ści czasu. Kadry Aker­man roz­gry­wają się w chłod­nej i pla­stycz­nej syme­trii, w któ­rej plecy boha­terki poja­wiają się jak widmo, jako sym­bol jej zacho­wań, które pozo­staną nie­zgłę­bione w swej isto­cie do ostat­niej sekundy filmu. Przez to gwał­tow­ność ostrej nar­ra­cji ulega stę­pie­niu. Kamera, zawsze usta­wiona pro­sto w oczy, potul­nie przyj­muje zde­fi­nio­wany przez Aker­man kobiecy punkt widze­nia, nigdy nie pod­cho­dząc zbyt bli­sko, ale też nigdy się nie cofając.

Emma­nu­elle Lequeux