Antille1-1-15x10-300

Ema­nu­elle Antille, Czyż nie byłoby miło, wideo, 1999

Więk­szość prac wideo Emma­nu­elle Antille  to filmy umiej­sco­wione w jakiejś sce­no­gra­fii, pyta­jące o naturę wzor­ców zacho­wa­nia i rela­cji inter­per­so­nal­nych w roz­ma­itych sytu­acjach spo­łecz­nych Film Czyż nie byłoby miło uka­zuje spo­tka­nie trzy­po­ko­le­nio­wej rodziny przy uro­czy­stym obie­dzie. To kino fami­lijne, w któ­rym wystę­pują auten­tyczni człon­ko­wie rodziny artystki (łącz­nie z nią samą), ale film został zmon­to­wany w taki spo­sób, że natych­miast wpada na tory nar­ra­cyj­nej fik­cji o spo­tka­niu po latach dwu bliź­nia­czek i ich nie­jed­no­znacz­nej rela­cji. To rela­cja, któ­rej wła­ści­wie nikt nie umie wła­ści­wie nazwać […]wykra­cza­jąca poza kon­we­nanse i utarte kli­sze (tu naprawdę nie cho­dzi o miłość, przy­jaźń, ból czy kazi­rodz­two)– pisze artystka. Już od pierw­szych kadrów filmu, akcja roz­pada się szybką sekwen­cję bar­dzo skró­to­wych ujęć. Kamera sku­pia się na nie­jed­no­znacz­nych pół-​​gestach (ręka na udzie, natych­miast strą­cana wierz­chem dłoni; ręka pod­no­sząca szklane naczy­nie, by je następ­nie celowo upu­ścić), na sys­te­mowo powią­za­nych gestach przy­cią­ga­nia i odpy­cha­nia (obję­cia). Pod­czas gdy natura rela­cji mię­dzy człon­kami rodziny pozo­staje w sfe­rze domy­słów, nigdy nie znaj­du­jąc jed­no­znacz­nej defi­ni­cji, gwał­tow­ność i nie­sto­sow­ność dzia­łań boha­te­rek zostaje prze­ry­so­wana; ich dzi­waczne zacho­wa­nia stają się dwu­znaczne, łącząc nie­kon­tro­lo­wany impuls z rytu­ałem i sym­bo­liczną roz­grywką. Mon­taż filmu pozwala podą­żać za losami kilku postaci jed­no­cze­śnie, prze­pla­ta­jąc sceny zbio­rowe, kiedy przy­go­to­wuje się posi­łek, z momen­tami, kiedy postaci udają się do swych pokoi by zanu­rzyć się w prywatności.

Umiesz­cza­jąc naj­bliż­szą rodzinę na tle indy­wi­du­al­nych cha­rak­te­ry­styk emo­cjo­nal­nych poszcze­gól­nych człon­ków, Emma­nu­elle Antille otwiera swój film na moż­li­wo­ści inter­pre­ta­cji Freu­dow­skiej, i pod­daje kry­tyce rodzinę, widzianą jako wylę­gar­nia aktów nie­zwer­ba­li­zo­wa­nej prze­mocy, wypar­tych pra­gnień i fru­stra­cji. Loka­li­zuje to jej pracę mię­dzy Wiel­kim Żar­ciem, Marco Ferreri’ego, pora posił­ków, sym­bo­li­zu­jąc spo­tka­nia we wła­snym gro­nie i czas kom­pro­misu, staje się cza­sem, który wymyka się spod kon­troli, a fil­mem Festen Tho­masa Vin­ter­berga, gdzie pod­dana quasi-​​policyjnej kon­troli grupa roz­pada się pod naci­skiem rze­czy nigdy nie­wy­po­wie­dzia­nych. Czyż nie byłoby miło opiera się poku­sie zero­je­dyn­ko­wego potrak­to­wa­nia opo­wie­ści, gdzie ostat­nie słowo pod­daje fal­sy­fi­ka­cji gesty ciała.

Fra­nçois Piron