Jest taki żart, który dobrze opi­suje zacho­wa­nia jak gdyby. Facet spada z murku, na któ­rym sie­dział. Pod­biega do niego dwóch innych: – Nic się panu nie stało? Facet pod­nosi się, otrze­puje spodnie i mówi: – Nie wiem, ja nie stąd.

Okre­śle­nie jak gdyby padło, kiedy roz­ma­wia­łem z Janną Gra­ham o doświad­cze­niach imi­gran­tów w Euro­pie, któ­rzy nie dys­po­nują żad­nymi narzę­dziami uła­twia­ją­cymi adap­ta­cję w nowym kraju, inte­gra­cję z oto­cze­niem. Jeśli jesteś arty­stą, docho­dzi do tego nie­zna­jo­mość zachod­niej histo­rii sztuki, poczu­cia cią­gło­ści, które pozwala nam mówić: A jeśli tak. Moment jak gdyby poja­wia się wów­czas, gdy roz­po­czy­nasz dzia­ła­nie od środka, nie zna­jąc punktu wyj­ścia, początku. To budo­wa­nie histo­rii wstecz (patrz: hasło Zwią­zek). W muzyce mówi się, że rytm jest wła­ściwy, tylko melo­dia nie ta.

Hiwa K