Soli­dar­ność to postawa, war­tość i postu­lat, który można potrak­to­wać jako bar­dziej uni­wer­salną wer­sję jed­nego z haseł rewo­lu­cji fran­cu­skiej – bra­ter­stwa. Wycho­dząc od teo­rii poli­tycz­nej Jacques’a Rancière’a, wypada uznać, że soli­dar­ność sta­nowi kwin­te­sen­cję poli­tyki, polega bowiem na iden­ty­fi­ka­cji ze „sprawą Innego” oraz na usta­no­wie­niu wspól­noty rów­nych, w któ­rej, jak pisze w Dzie­się­ciu tezach o poli­tyce Ran­ci­ère, liczymy się z tymi, któ­rzy się nie liczą[1]. Gest soli­dar­no­ści, który prze­ła­muje wszel­kiego rodzaju regu­la­cje o cha­rak­te­rze poli­cyj­nym – a więc oparte na logice hie­rar­chii i zaj­mo­wa­nia ści­śle wyzna­czo­nych miejsc – poka­zuje, w jaki spo­sób to, co poli­tyczne, prze­kra­cza to, co spo­łeczne. Soli­darną pod­stawą upra­wia­nia poli­tyki nie jest więc podo­bień­stwo spo­łecz­nego poło­że­nia – inte­re­sów, dążeń, ogra­ni­czeń i moż­li­wo­ści – ale wła­śnie wyj­ście poza nie w ruchu usta­no­wie­nia wspól­noty poli­tycz­nej i we wza­jem­nej iden­ty­fi­ka­cji z tymi, któ­rych spo­łeczna kon­dy­cja nie jest wcale zbieżna z naszą własną.

Z tych powo­dów akty usta­no­wie­nia soli­dar­no­ści są w naj­now­szej histo­rii momen­tami sil­nie nace­cho­wa­nymi poli­tycz­no­ścią. Takimi wyda­rze­niami były na przy­kład pro­te­sty prze­ciw bru­tal­nemu trak­to­wa­niu Algier­czy­ków przez fran­cu­ską poli­cję w latach 50. XX wieku, kiedy Fran­cuzi dekla­ro­wali: Wszy­scy jeste­śmy Algier­czy­kami!; demon­stra­cje w obro­nie Daniela Cohn-​​Bendita w 1968 roku, w cza­sie któ­rych tłum skan­do­wał: Wszy­scy jeste­śmy nie­miec­kimi Żydami!, czy posła­nie do ludzi pracy Europy Wschod­niej wysto­so­wane przez pol­ską „Soli­dar­ność” na początku lat 80. XX wieku.

Takie i podobne mani­fe­sta­cje soli­dar­no­ści przy­czy­niają się do kon­struk­cji zbio­ro­wego pod­miotu dzia­łań poli­tycz­nych, i tak też można rozu­mieć soli­dar­ność – jako pro­ce­durę kon­struk­cji pod­mio­to­wo­ści. Jej logika odpo­wia­da­łaby z grub­sza dzia­ła­niu rozumu popu­li­stycz­nego w sen­sie, w jakim ter­minu tego używa Erne­sto Lac­lau – zasa­dza­łaby się na two­rze­niu łań­cu­chów ekwi­wa­len­cji kon­sty­tu­ują­cych lud, zbio­rowy pod­miot polityki.

Jan Sowa



[1]     Jacques Ran­ci­ère, Dzie­sięć tez o poli­tyce, [w:] tegoż, Na brze­gach poli­tycz­nego, przeł. Iwona Boja­dżi­jewa, Jan Sowa, Kor­po­ra­cja Ha!art, Kra­ków 2008