Norman

 Jean-​​Christophe Nor­man, Ulis­ses, długa droga, per­for­mans, 2014

Zasad­ni­czo De Cer­teau spaja kon­cep­cje przestrzeni/​ miesz­ka­nia z kon­cep­cjami czy­ta­nia i pisa­nia – jest pewien, że takie idio­ma­tyczne poru­sza­nie się po metro­po­lii sta­nowi formę pisa­nia lub ryso­wa­nia – przy­wo­łu­jąc myśl o Artaud’dzie w zakła­dzie dla obłą­ka­nych –   lignes d’erre, szlaki włó­częgi lub błędne tra­jek­to­rie. Można sobie wyobra­zić, że arty­sta pokroju Nor­mana jest mode­lo­wym sprawcą dzia­łań w owej eko­no­mice zna­ków, zwłasz­cza, gdy zmie­rzymy jego prak­tykę w kon­tek­ście infra­struk­tury sztuki, a nie – mia­sta. Szcze­gól­nie, że arty­sta prak­tycz­nie nie (re)prezentuje przed­mio­tów czy nar­ra­cyj­nego oglądu prze­strzeni w swych pra­cach, czego pożą­dają kon­su­menci dzieł sztuki i oby­wa­tele owej infra­struk­tury. Arty­sta pisze po powierzchni mia­sta kredą – w prze­ci­wień­stwie do gra­fi­cia­rzy uży­wa­ją­cych tok­sycz­nych farb w sprayu – bo taki ma tem­pe­ra­ment. Nie zosta­wia zatem trwa­łych zna­ków na powierzchni miej­skiej tkanki. Cytu­jąc De Cer­teau: Nor­man wypo­ży­cza prze­strzeń jako chwi­lowy prze­cho­dzień i two­rzy nowy języku czy nowe odmiany fra­ze­olo­giczne. Fakt zni­ka­nia jego tek­stów wraz z imma­nen­cją jego wide­ogra­fii mają walor tera­peu­tyczny o tyle, o ile pozwa­lają mia­stu odzy­skać wła­sne ja, a innym jej uczest­ni­kom – wypra­co­wać od tego momentu nie­ob­cią­żony niczym ogląd rzeczywistości.